Jak odnaleźć swoje powołanie

Jak odnaleźć swoje powołanie, kiedy masz dość życia z automatu

Jak odnaleźć swoje powołanie, kiedy niby wszystko działa, tylko Ty coraz częściej masz ochotę zapytać: dla kogo ja to właściwie ciągnę? Praca jest. Obowiązki są. Terminy są. A Ty robisz swoje: odhaczasz, dowozisz, odpowiadasz, pamiętasz, organizujesz – i gdzieś po drodze zaczynasz podejrzewać, że w tym całym sprawnym życiu jest zaskakująco mało Ciebie.

To nie zawsze zaczyna się od wielkiego kryzysu. Częściej od zmęczenia, które nie mija po weekendzie. Od irytacji na rzeczy, które jeszcze niedawno były „do ogarnięcia”. Od tego momentu, kiedy mówisz „jasne”, a całe ciało robi: błagam, nie znowu.

Może właśnie od tego zaczyna się szukanie własnej drogi – nie od olśnienia, planu na pięć lat ani decyzji, którą trzeba ogłosić światu. Tylko od chwili, w której przestajesz sobie wmawiać, że skoro wszystko działa, to znaczy, że wszystko jest dobrze.

Czym właściwie jest powołanie?

Powołanie często brzmi jak coś wielkiego. Jakby trzeba było mieć od razu misję, wizję, strategię, plan na pięć lat i minę człowieka, który właśnie wrócił z rozmowy z sensem życia.

Może powołanie nie jest jedną magiczną rzeczą, którą masz znaleźć, bo inaczej życie wystawi Ci mandat za niewykorzystany potencjał. Może to raczej kierunek, przy którym czujesz: tu nie muszę tak bardzo od siebie odchodzić.

I bardzo ważne: powołanie nie zawsze oznacza zawód.

Dla jednej kobiety będzie to własny biznes. Dla innej – spokojniejsza praca, po której ma jeszcze siłę normalnie żyć. Dla kolejnej – uczenie, pisanie, tworzenie, prowadzenie ludzi, praca z ciałem, rękodzieło, dom, relacje albo taki sposób bycia, w którym nie trzeba ciągle udowadniać, że zasługuje się na miejsce.

To nie musi dobrze wyglądać na Instagramie. Nie musi być spektakularne, modne ani gotowe do wpisania w bio.

Może właśnie od tego zaczyna się odkrywanie swojego powołania – od rozpoznania, że w jednym miejscu wracasz do siebie, a w innym bardzo sprawnie znikasz.

Po czym poznać, że coś już nie jest Twoje?

To bywa taki moment, w którym teoretycznie nie masz się do czego przyczepić.

Praca jest. Pieniądze jakieś są. Ludzie mówią, że dobrze sobie radzisz. Z zewnątrz wygląda to sensownie. Tylko Ty coraz częściej łapiesz się na myśli: no dobra, ale gdzie ja w tym właściwie jestem?

Częściej pojawiają się stany, które trudno wytłumaczyć jednym zdaniem:

  • budzisz się rano i zanim jeszcze wstaniesz, już czujesz zmęczenie,
  • mówisz „jasne”, chociaż w środku wszystko robi: błagam, nie znowu,
  • robisz rzeczy, które kiedyś miały sens, ale dziś są jak ubranie, które niby nadal pasuje, tylko nie da się w nim oddychać,
  • osiągasz kolejny cel i zamiast radości pojawia się myśl: okej, i co teraz?
  • zazdrościsz ludziom nie sukcesu, tylko lekkości,

I właśnie to jest podstępne. Bo nic się spektakularnie nie wali. Można tak działać długo: dobrze pracować, ogarniać dom, ludzi, terminy i cudze nastroje – a jednocześnie czuć, że życie jest poprawne, ale coraz mniej Twoje.

Nie zawsze trzeba wszystko rzucać. Czasem pierwszym krokiem jest uczciwe przyznanie przed sobą, że „jest okej” nie znaczy jeszcze „jest dobrze”.

Bo pytanie nie brzmi już: czy daję radę?
Pewnie dajesz. Dawałaś wiele razy.

Pytanie brzmi raczej: czy ja jeszcze chcę tak żyć, czy tylko nauczyłam się funkcjonować bez pytania siebie o zgodę?

Dlaczego tak trudno usłyszeć swoje powołanie?

Bo przez lata mogłaś być świetna w słuchaniu wszystkiego, tylko nie siebie.

Masz obowiązki. Masz ludzi, którzy czegoś od Ciebie potrzebują. Masz pracę, rachunki, rodzinę, klientów, szefa albo zespół. Masz też w głowie całe archiwum zdań, które niby brzmią niewinnie, ale potrafią trzymać człowieka za gardło lepiej niż niejeden deadline:

Nie wydziwiaj.
Inni mają gorzej.
Trzeba być rozsądną.
Nie zaczyna się od nowa w tym wieku.
Masz stabilnie, czego Ty jeszcze chcesz?

No właśnie.

Czego?

I tu robi się niewygodnie, bo często doskonale wiemy, czego już nie chcemy. Nie chcemy takiego zmęczenia. Nie chcemy ciągle udawać, że dajemy radę z lekkością. Nie chcemy odpowiadać „jasne”, kiedy w środku wszystko robi: nie, nie, nie.

Ale kiedy pojawia się pytanie: to czego właściwie chcę? – nagle robi się ciszej.

Nie dlatego, że jesteś pusta, niewdzięczna albo nieogarnięta. Raczej dlatego, że przez długi czas mogłaś żyć na autopilocie, który był bardzo skuteczny. Dowoził. Odhaczał. Pamiętał. Organizował. Tylko niekoniecznie pytał Cię po drodze, czy Ty jeszcze jesteś na pokładzie.

Dlatego poczucie sensu w życiu rzadko wraca od jednego testu osobowości, inspirującego cytatu albo rozmowy, po której przez trzy godziny masz wrażenie, że teraz już wszystko zmienisz.

Częściej wraca wtedy, kiedy zaczynasz odróżniać, co jest Twoje, co robisz z lęku, co z przyzwyczajenia, a co tylko dlatego, że za długo byłaś w tej roli.

I może właśnie dlatego tak trudno odnaleźć swoje powołanie. Bo ono rzadko krzyczy głośniej niż wszystkie „trzeba”, „wypada” i „nie przesadzaj”.

Czasem mówi bardzo prosto: hej, ja już nie chcę tak żyć. I tego nie warto zagadywać kolejną listą zadań.

Jak znaleźć swoje powołanie? Zacznij od pytań, które naprawdę coś pokazują

Nie potrzebujesz kolejnego wielkiego pytania w stylu: kim chcę być za dziesięć lat?

Serio. Czasem człowiek nie wie, czy chce kawę, herbatę, czy po prostu pięć minut, w których nikt niczego od niego nie chce.

Na początek lepsze są pytania mniejsze. Takie, które nie każą Ci od razu rzucać pracy, zmieniać branży ani ogłaszać światu przemiany. Bardziej chodzi o to, żeby sprawdzić, gdzie jeszcze czujesz siebie.

Spróbuj zapisać odpowiedzi na kilka pytań:

  • Przy czym czuję, że wracam do siebie?
  • Co robię z ciekawości, a nie z obowiązku?
  • Co mnie męczy bardziej, niż chcę to przyznać?
  • Jakie tematy, pomysły albo marzenia wracają do mnie od lat?
  • Co robiłabym częściej, gdybym mniej bała się, co ktoś sobie pomyśli?
  • Gdzie mówię „tak”, bo chcę, a nie dlatego, że głupio odmówić?

Nie odpowiadaj na nie jak na ankietę rekrutacyjną do nowej, bardziej świadomej wersji siebie. Tu nie chodzi o ładne zdania. Chodzi o prawdę. Nawet jeśli na początku brzmi tylko: nie wiem jeszcze, czego chcę, ale coraz wyraźniej czuję, że nie chcę już tak.

Bo czasem odkrywanie swojego powołania zaczyna się nie od wielkiego „wiem”, tylko od pierwszego zdania, którego już nie chcesz przed sobą zagadywać.

Wróć do dzieciństwa, ale nie po gotową odpowiedź

Przy szukaniu powołania często pojawia się rada: przypomnij sobie, kim chciałaś być jako dziecko.

I ona może być pomocna, tylko łatwo ją źle zrozumieć.

Bo tu nie chodzi o to, że jeśli w wieku siedmiu lat chciałaś być baletnicą, to teraz masz rzucić wszystko i kupować pointy. Ani o to, że jeśli bawiłaś się w szkołę, to Twoim przeznaczeniem jest edukacja.

Chodzi o coś głębiej.

Nie pytaj tylko: kim chciałam być?
Zapytaj raczej: co mnie w tym tak ciągnęło?

Jeśli chciałaś być baletnicą – może nie chodziło o sam balet, tylko o ruch, scenę, piękno, dyscyplinę, bycie widzianą albo opowiadanie emocji ciałem.

Jeśli bawiłaś się w nauczycielkę – może nie chodziło o szkołę, tylko o tłumaczenie świata, prowadzenie innych, porządkowanie chaosu albo to uczucie, kiedy ktoś nagle mówi: aha, teraz rozumiem.

W dzieciństwie często widać nie konkretny zawód, tylko rodzaj energii, która Cię prowadziła. o są tropy. Nie po to, żeby odtworzyć dziecięce marzenie jeden do jednego, tylko żeby zobaczyć, co było pod spodem: jaka potrzeba, jaka emocja, jaki sposób bycia ze światem.

Na tym etapie wystarczy zapisać trzy rzeczy:

• co mnie wtedy naprawdę poruszało?
• gdzie dziś mam choćby mały kawałek podobnego uczucia?
• czego w moim obecnym życiu jest za mało?

Talenty to nie zawsze to, za co dostawałaś pochwały

To jest mała pułapka, bo łatwo pomylić talent z rolą, za którą przez lata dostawałaś oklaski.

Jeśli wszyscy mówili, że jesteś odpowiedzialna, samodzielna, rozsądna i „na Tobie zawsze można polegać”, mogłaś uznać, że właśnie taka jesteś. Ta, która pamięta. Ogarnia. Przewiduje. Dopilnowuje. Bierze na siebie, bo przecież „Ty to zrobisz najlepiej”.

Tylko że czasem to nie jest talent. Czasem to jest strategia przetrwania z ładną nazwą.

Bo można być świetną w ogarnianiu chaosu i jednocześnie mieć serdecznie dość bycia domowym centrum zarządzania kryzysowego. Można umieć słuchać ludzi i nie chcieć już być całodobowym punktem emocjonalnej obsługi klienta.

Dlatego przy talentach nie wystarczy zapytać: w czym jestem dobra?

To pytanie jest ważne, ale niepełne. Bo możesz być dobra w rzeczach, które wyrosły z napięcia, lęku, potrzeby zasłużenia albo starego przekonania, że jeśli będziesz przydatna, to będziesz bezpieczna.

Lepiej zapytać uczciwiej:

  • co przychodzi mi naturalnie i nie zostawia mnie potem pustej?
  • co robię dobrze, ale nie chcę już budować na tym całego życia?
  • za co ludzie mi dziękują, a ja czuję ciepło, nie ciężar?
  • które moje umiejętności dają mi energię, a które tylko sprawiają, że innym jest wygodniej?

Bo talent ma w sobie życie. Nie tylko skuteczność.

Jeśli coś robisz świetnie, ale po tym czujesz się jak wyżęta ścierka po sprzątaniu cudzego bałaganu, warto się temu przyjrzeć. Może to nadal jest Twoja umiejętność. Ale niekoniecznie Twoja droga.

A czasem prawdziwy trop jest tam, gdzie mówisz: przecież to nic takiego.

I właśnie tam może być coś ważnego.

Nie musisz od razu wywracać życia do góry nogami

I właśnie dlatego małe kroki mają sens. Nie dlatego, że brzmią ładnie w poradniku, tylko dlatego, że pozwalają sprawdzić coś w prawdziwym życiu, a nie tylko w głowie.

Możesz zacząć bardzo prosto:

  • przez kilka dni zapisywać, co dało Ci choć trochę energii, a co ją z Ciebie wyciągnęło,
  • wrócić do czegoś, co kiedyś lubiłaś, bez robienia z tego od razu pomysłu na biznes,
  • sprawdzić jeden temat, który od dawna Cię woła – książką, warsztatem, rozmową, notatką, czymkolwiek,
  • zrobić mały projekt poboczny i zobaczyć, czy jest w nim życie, czy tylko kolejne „trzeba”,

Nie chodzi o to, żeby od razu wiedzieć. Chodzi o to, żeby przestać tylko rozmyślać i zacząć zbierać dane z życia.

Robisz coś małego i sprawdzasz:

  • czy po tym jest we mnie więcej życia, czy mniej?
  • czy chcę do tego wrócić?
  • czy to jest moje, czy tylko dobrze wygląda z zewnątrz?

To nie są jeszcze wielkie odpowiedzi. Ale są ślady. A na tym etapie ślady wystarczą.

A co, jeśli się boisz?

No pewnie, że możesz się bać.

To nie znaczy, że coś z Tobą nie tak. To znaczy, że dotykasz czegoś, co może ruszyć stary układ. A nawet jeśli ten układ od dawna Cię uwiera, to przynajmniej jest znajomy.

Możesz bać się, że jest za późno.
Że ktoś przewróci oczami.
Że zaczniesz i nie dokończysz.
Że okaże się, że poza starą rolą nie bardzo wiesz, kim jesteś.

To nie są głupie lęki. Tylko że lęk, który kiedyś chronił, dziś może już tylko pilnować starej klatki i mówić, że to rozsądny wybór.

Dlatego nie czekaj, aż przestaniesz się bać.

Zamiast tego zapytaj:

  • czego dokładnie się boję?
  • czy to zagrożenie jest realne, czy stare?
  • jaki najmniejszy krok mogę zrobić, żeby nie wywracać całego życia?

Nie chodzi o rzucanie się z klifu i nazywanie tego zaufaniem do Wszechświata. Chodzi o to, żeby lęk usłyszeć, ale nie robić z niego prezesa zarządu.

Może iść z Tobą. Niech sobie idzie. Tylko niech nie prowadzi.

Testy osobowości mogą pomóc, ale nie powiedzą za Ciebie, kim jesteś

Testy, typologie i różne narzędzia mogą być pomocne. Czasem jedno dobrze nazwane zdanie potrafi zrobić porządek w czymś, co od dawna czułaś, tylko nie miałaś na to słów.

Możesz sprawdzić:

16Personalities (bezpłatny)

Enneagram Institute (płatny)

PrinciplesYou (bezpłatny)

Gallup CliftonStrengths (płatny)

DISC Personality Test (bezpłatny)

High5Test (płatny)

Profil psychologiczno-energetyczny i inne profile od Anny Architektury (płatny)

Mogą pokazać Twoje mocne strony, sposób działania, naturalne preferencje, to, co Cię napędza albo męczy.

Tylko dobrze pamiętać o jednym: test jest mapą, nie wyrocznią.

Może podsunąć język. Może pokazać kierunek. Może pomóc zobaczyć pewne schematy. Ale nie odpowie za Ciebie na pytanie, czy ta droga naprawdę jest Twoja.

Bo nawet najlepszy test nie powie Ci, czy dana rola Cię karmi, czy tylko ładnie opisuje to, w czym od lat się męczysz.

Test może pokazać, z czego jesteś zbudowana. Ale dopiero Ty możesz sprawdzić, co z tego naprawdę chce żyć, a co było tylko dobrze wyćwiczoną rolą.

Dlatego potraktuj takie narzędzia jak punkt wyjścia, nie jak podpisany wyrok. Zaznacz to, przy czym czujesz: o, coś w tym jest. Odrzuć to, co brzmi obco

A jeśli masz już dość kolejnych testów, raportów i odpowiedzi, które niby coś wyjaśniają, ale potem i tak zostajesz z pytaniem: no dobrze, ale co ja mam z tym zrobić w swoim życiu?

Właśnie do tego są zeszyty JA! Odkrywam siebie.

Nie jako kolejny obowiązek do odhaczenia. Raczej jako prowadzony proces pisania dla momentu, w którym dużo już o sobie wiesz, ale nadal trudno Ci usłyszeć siebie pod hałasem cudzych oczekiwań, starych ról i własnego: dobra, jakoś to ogarnę.

Bo czasem problem nie polega na tym, że nie masz odpowiedzi.

Twoje powołanie nie musi być spektakularne

Powołanie nie musi zachwycić internetu. Nie musi brzmieć jak hasło na stronie sprzedażowej. Nie musi być modne, odważne, przełomowe ani gotowe do wpisania w bio.

Może chodzić o pracę, po której masz jeszcze siłę żyć. O sposób prowadzenia biznesu, w którym nie kopiujesz ludzi krzyczących najgłośniej. O relacje, w których nie jesteś ciągle tą od rozumienia wszystkich. O tworzenie, uczenie, pisanie, pomaganie, porządkowanie chaosu, pracę z ciałem, budowanie czegoś małego, ale naprawdę swojego.

Czasem poznajesz je po tym, że mniej się spinasz. Że nie musisz tak bardzo udawać.

Podsumowanie: zacznij od jednego uczciwego pytania

Jeśli zastanawiasz się, jak odnaleźć swoje powołanie, nie zaczynaj od planu na resztę życia. Zacznij od tego, co dzieje się teraz.

Co Cię męczy, co daje Ci więcej oddechu i za czym tęsknisz, nawet jeśli od dawna mówisz sobie, że to głupie albo niepraktyczne?

A jeśli trudno Ci to usłyszeć w głowie pełnej cudzych głosów, oczekiwań i starych ról, zajrzyj do zeszytów JA! Odkrywam siebie. To prowadzony proces pisania dla kobiet, które dużo już rozumieją, ale chcą w końcu usiąść ze sobą bez poprawiania się, poganiania i robienia z siebie kolejnego zadania do wykonania.

Na koniec zapisz sobie jedno pytanie:

Czego w moim życiu jest za dużo, a czego od dawna jest za mało?

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *